Forum .:Rock 'n Metal:. Strona Główna
  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Galerie   Rejestracja   Profil  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  Zaloguj 

Captain Beefheart

Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Forum .:Rock 'n Metal:. Strona Główna -> Prog, rock psychodeliczny i eksperymentalny
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat
Autor Wiadomość
rockoncellblock
Nosal
Nosal



Dołączył: 28 Sie 2012
Posty: 6
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 17:27, 28 Sierpień 2012 Temat postu: Captain Beefheart

Podążając za nickiem jednego z moderatorów...
Zauważyłam, że nie pojawił się tutaj żaden wpis na temat tego pana.

Myślę, że nie będę tu zbędnie się wypisywać, skoro artykuł na wikipedii stworzył "Dohaeng" - człowiek, który o muzyce wie niemal wszystko i w swojej dziedzinie jest naprawdę najlepszy. Wszystkie jego teksty są badzo dobre, godne uwagi i rzetelne.

"Don Van Vliet (urodzony jako Don Glen Vliet, 15 stycznia 1941 w Glendale w Kalifornii, zm. 17 grudnia 2010 w Arcata w Kalifornii) – kompozytor, wokalista, muzyk, poeta i malarz, najlepiej znany pod pseudonimem Captain Beefheart."

CAPTAIN BEEFHEART AND HIS MAGIC BAND:

Zespół, początkowo bez nazwy, założył Alex Snuffer w lutym 1965 r., gdy udało mu się zmusić Dona do wstąpienia do niego. To znaczy Alex zebrał muzyków, czyli Douga Moona (gitara), Jerry'ego Handleya (gitara basowa) i Paula Blakely'ego (perkusja) jeszcze pod koniec jesieni 1964 r. jednak brakowało im wokalisty. W lutym skład został dopełniony przez Dona i przetrwał do kwietnia, kiedy to Blakely został zamieniony na Vica Mortensena. Grupa ta przetrwała do mniej więcej do końca 1982 r. chociaż w międzyczasie zmieniały się składy zespołu, których było ponad 40. Don był jedynym muzykiem, który znajdował się we wszystkich składach grupy.
Mniej więcej w tym samym czasie Alex i Don zmieniają swoje nazwiska, gdyż poszukiwała ich policja pod zarzutem przemytu gąbek do Nevady [sic!]. (Niektórzy z beefheartologów twierdzą, że chłopcy dokonali także kilku włamań podczas ich samochodowych wędrówek po Teksasie). Don dodaje sobie Van i jego nazwisko brzmi teraz Don Van Vliet, a Alex zamienia Snouffer na St. Claire.
Od połowy 1966 r. Don był już właściwie dyktatorem i narzucił grupie kierunek dalszego rozwoju stylistycznego. Nastąpiło także równoczesne utożsamienie się z Captainem Beefheartem.
Natychmiast po nagraniu płyty Safe as Milk grupa przystąpiła do prób przed planowanym występem na Monterey Pop Festival. Ostatnim sprawdzianem miał być występ w amfiteatrze na Fantasy Fair and Magic Mountain Festival na Mt. Tamalpais w San Francisco 10 i 11 czerwca. [10]. Drugim utworem wykonywanym przez grupę był Electricity. Don zaśpiewał wstępną partię i kiedy dotarł do wersu eeee-lec-tri-cit-eeee nagle zamarł, obrócił się i chciał zejść z tyłu 10-stopowej sceny, jednak spadł z niej prosto na siedzącego menedżera grupy Krasnowa. Wydarzenie to prawdopodobnie zniszczyło karierę zespołu. Od tego momentu stali się awangardową grupą, która już nigdy nie zrobiła pieniędzy i nie stała się popularna. Grupa już bez Dona dokończyła utwór i zeszła ze sceny. Ry Cooder, ich znakomity ówczesny gitarzysta, natychmiast opuścił zespół. Nie uległ już później żadnym namowom do powrotu i występu w Monterey. Zapowiedział, że nigdy nie wystąpi z Donem.
Za Coodera do zespołu doszedł nowy znakomity gitarzysta Jeff Cotton z byłego zespołu Frencha Blues in the Bottle. Don otrzymał grupę, która mogła realizować jego coraz bardziej awangardowe pomysły muzyczne.
We wrześniu 1967 r. ukazał się album Safe as Milk i singel Yellow Brick Road/Abba Zaba, ale Don wytyczył już nowy kierunek muzyczny grupy. Chociaż pozornie podobny do psychodelii, w rzeczywistości przekraczał ją i szedł w zupełnie innym kierunku. Wielki wpływ na Dona wywarł wówczas gitarzysta Gabor Szabo.
W grudniu 1969 r. Peter Frame przeprowadził wywiad z Beefheartem i zadał mu pytanie dotyczące właśnie tego okresu. Pod koniec 1967 r. mieliście wiele (...)występów(...). Czy pracowaliście dużo w trasie? Don odparł Nie...dużo graliśmy, ale nie pracowaliśmy. Ale tak naprawdę nie pamiętam tego, ponieważ wtedy grałem. To jest jak z dzieckiem, które w coś gra - jestem pewien, że nie będzie tego pamiętało. I tak jest właśnie z muzykę. Do doskonale obrazuje beefheartowskie podejście do muzyki.
W styczniu 1968 r. grupa odbyła tournée europejskie a 27 stycznia wystąpiła na Targach MIDEM w Cannes. Występ zaszokował wszystkich i właściwie zniszczył wspaniale zapowiadającą się karierę Arthura Browna.[11] Perkusista grupy Browna Drachen Theaker tak to wspomina W 67 [sic!] spędziliśmy tydzień na południu Francji z Beefheartem na festiwalu MIDEM w Cannes. Byłem całkowicie oczarowany. Myślałem, że Arthur był najbardziej szalonym, najbardziej uduchowionym showmanem wokalistą na scenie, ale po zobaczeniu Beefhearta, spadł na drugie miejsce[12].
PO nagraniu i wydaniu albumu Strictly Personal grupa przystąpiła do najbardziej intensywnego i, być może, najbardziej nieszczęśliwego doświadczenia ich życia - kreacji Trout Mask Replica. Będzie to zarazem jedna z kilku naprawdę unikalnych wypowiedzi muzycznych XX wieku.
Cały zespół zamieszkał wówczas w wynajętym domu na Ensenada Drive w Woodland Hills blisko do granicy Tarzany.[13] Grupa pracowała and nową płytą nieraz po kilkanaście godzin dziennie. Don komponował (tzn. nagrywał pomysły muzyczne nowych utworów gwiżdżąc, śpiewając itp. na magnetofonie, a John French dokonywał transkrypcji) i tworzył teksty. Zmuszał muzyków do krańcowego wysiłku. Ponieważ po nagraniu Safe as Milk doszło do zatargu między nim a Alexem a grupa wybrała Alexa, usiłując pozbyć się genialnego, ale trudnego do współżycia Beefhearta, teraz niedowierzając muzykom stwierdził, że najlepszą metodą obrony jest atak i przeprowadzał go nieustannie.
Ponieważ producentem albumu był Frank Zappa, byli znów w bliskim kontakcie i na przełomie 1968 i 1969 r. nagrali wspólnie utwór I'm a Band Leader.
Na początku 1969 r. Beefheart, Zappa, Elliot Ingber i John French nagrywają w suterenie Zappy znakomity utwór Alley Cat, godny umieszczenia na znakomitym albumie Zappy Hot Rats, na którym się jednak nie znalazł. Został wydany w 1996 roku na albumie "The Lost Episodes". Słowa i muzyka zostały całkowicie zaimprowizowane przez Dona. Z tego okresu kolaboracji Dona i Franka pochodzi także utwór recytowany przez Dona The Grand Wazoo. W 1992 r. Zappa dograł do niego podkład na synklawierze.
Captain Beefheart and His Magic Band otrzymali zaproszenie na występ na przygotowywanym festiwalu w Woodstock, jednak Beefheart nienawidzący hipisów zadecydował, że zespół nie ma tam czego szukać i odrzucił zaproszenie. Nie, nie grajmy tam. To tylko jakaś kupa pijanych hippisów siedząca w błocie.
W lipcu 1969 r. ukazał się album Trout Mask Replica. Krytycy w większości byli zachwyceni, na czele z Lesterem Bangsem z pisma Rolling Stone. Jednak mimo tego, album został właściwie prawie niezauważony przez szerszą publiczność. Don zaczął narzekać nieustannie, że płyta nie została odpowiednio wyprodukowana oraz krytykował Zappę za reklamowanie go jako dziwaka (ang. freak) razem z Wild Manem Fischerem, Alice'em Cooperem i innymi wykonawcami z wytwórni Franka Bizarre/Straight. Tak rozpoczął się pierwszy konflikt pomiędzy Beefheartem a Zappą. W późniejszym okresie obaj już to kłócili się, już to godzili, powracając do głębokiej przyjaźni. Trzeba przyznać obiektywnie, że konflikty były raczej powodowane przez Dona, a Frank prawie nigdy nie odmawiał mu swej pomocy, chociaż niestety także zaogniał atmosferę (np. zapowiadając Dona podczas późniejszego tournèe Bongo Fury). Jednak nawet jeśli konflikt był wywołany przez Beefhearta, to miał swoje głębsze przyczyny. Na skutek współpracy z menedżerem Herbem Cohenem Frank zaczął mieć obsesję na punkcie zostania potentatem w małym, niezależnym biznesie nagraniowym. Ostatecznie takim został, ale zaczął np. nazywać nagrania produktem. Don nie mógł tego znieść... Nienawidził garniturów Zappy i uważał, że został on podporządkowany Cohenowi i całej machinie przemysłu nagraniowego. Przed śmiercią Zappy w 1993 r. byli znów w wielkiej przyjaźni i Beefheart stale do niego telefonował.
We wrześniu 1969 r. Don (mimo jego złych stosunków z Frankiem) razem z nowymi muzykami Zappy wszedł do znanego studia TTG w Los Angeles. Skład tej grupy to: Frank Zappa (gitara, gitara basowa, instrumenty perkusyjne), Ian Underwood (instrumenty klawiszowe, saksofon), Don Sugarcane Harris (skrzypce), John Guerin (perkusja), Max Bennett (gitara basowa) oraz Captain Beefheart (wokal). Plonem tej sesji nagraniowej jest znakomity utwór Willie The Pimp, trwająca 9 minut i 16 sekund. Wspaniały riff, znakomite solówki: Zappy na gitarze i Sugarcane'a Harrisa[14] na skrzypcach."

Ponownie - linków nie podeślę, bo jestem tutaj zbyt krótko.
Ale polecam wyszukać sobie coś na YT, jeśli nie znacie faceta.

Tworzył muzykę... bardzo pokręconą. Taki to niby blues, ale bardzo niebluesowy - nieograniczony żadnymi ramami. Don Van Vliet pozwalał sobie na wszelakie odjazdy, jakie tylko były możliwe.

To jeden z moich ukochanych muzyków. Zmarł przez SM na początku zeszłego roku. Straszna to była dla mnie wiadomość.

Kilka jego płyt mam w oryginałach, a szczególnie upodobałam sobie "Safe as Milk", "Trout Mask Replica" i "Spotlight Kid/Clear Spot". O tych płytach znowu wiele informacji odnaleźć możecie na allmusic.

Polecam serdecznie zapoznać się z jego twórczością, facet miał głowę, talent i dryg do tego, co robił!!!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Bomba
Wafel
Wafel



Dołączył: 31 Lip 2012
Posty: 278
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z fabryki broni
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 18:26, 28 Sierpień 2012 Temat postu:

Kapitan wraz ze swoim zespołem to jeden z moich ulubionych muzyków. O ile nie ulubiony "dziwny muzyk". Przyznam się, że w ogóle nie zauważyłem braku tematu. Faktycznie. Być może to dlatego, że rzadko szuka się tematów, które przerobiło się naprawdę dokładnie. W sumie debiut Magicznego Zespołu pojawił się w rocku psychodelicznym, ale pełnego tematu nikt nie założył. Dział raczej prawidłowy. W końcu w większości jest to psychodeliczny lub eksperymentalny blues. Większość nagrań lubię tak samo. Jednak album "Safe as Milk" jest mi najbliższy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Rune of Torment
Brodacz
Brodacz



Dołączył: 30 Lip 2008
Posty: 3698
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Edo
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 18:31, 28 Sierpień 2012 Temat postu:

Jak to nie było tematu? Jakim cudem?

Bardzo lubię, zwłaszcza osławione Trout Mask Replica, ale nie wracam za często. Jakoś mnie nie ciągnie ostatnio...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 18:47, 28 Sierpień 2012 Temat postu:

Nie było tematu (chyba) bo duch Kapitana wisi nad całym forum Wink

A swoją drogą polecam wszystkim chętnym zapoznanie się z całą dyskografią Beefhearta, nie tylko Trout Mask Replica i Safe as Milk


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
che
Hipopotam
Hipopotam



Dołączył: 26 Gru 2011
Posty: 1967
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:29, 28 Sierpień 2012 Temat postu:

Jeden z tych wielkich, którego jeszcze nie znam. Gdzieś tam się pojawiał jak poznawałem Zappę i ściągnąłem nawet "Trout Mask Replica", ale jakoś wyleciał mi z głowy...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zuy_pan
Bad Motherfucker
Bad Motherfucker



Dołączył: 27 Sty 2012
Posty: 5826
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nie wiem, skąd mam wiedzieć?
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 20:05, 28 Sierpień 2012 Temat postu:

Słuchałem do "Lick my Decals off, Baby" a później czegoś nie mogłem znaleźć i zacząłem ściągać coś innego, kiedyś posłucham reszty, bo w sumie wszystko jest spoko.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pan_Yapa
Nosal
Nosal



Dołączył: 31 Gru 2009
Posty: 91
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 16:53, 29 Styczeń 2013 Temat postu:

Tekst pochodzi z kultowego już zbioru Andrzeja Dorobka esejów. Książka nosi tytuł „Rock – Problemy, Sylwetki, Konteksty”. Polecam (nie)każdemu.


KANDINSKY SZTUKI ROKOWEJ

Wielki Frank Zappa opuścił nas na zawsze w grudniu 1993 roku. Czy patrząc na własny kondukt pogrzebowy z zaświatów, zauważył wśród przybyłych na tę smutną uroczystość swego długoletniego przyjaciela i najbliższego bodaj kolegę po artystycznym fachu – Dona Van Vlieta? Wolno powątpiewać – Don, szerzej znany jako Captain Beefheart, miał istotne powody, by się tam nie pojawić: wcześniej w tymże roku stwierdzono u niego stwardnienie rozsiane…

Może zresztą nie była to tylko kwestia choroby: wszak ostatnie kilkanaście lat życia „szalonego kapitana” – jak go czasem nazywano – upłynęło pod znakiem dość osobliwego ekscentryzmu, chyba wręcz większego niż ten, który od zawsze cechował jego poczynania. Po najbardziej pono udanych w całej karierze trasach koncertowych w Europie i Ameryce Północnej na początku lat osiemdziesiątych – w listopadzie 1980 roku wystąpił nawet w programie „Saturday Night Live”, w dużej mierze wbrew wcześniejszemu, kultowemu statusowi awangardysty – nagrał dobry album Ice Cream For Crow (1982), który okazał się… ostatnią jego płytą w ogóle. Artysta wycofał się bowiem z życia muzycznego, zerwał też większość kontaktów ze światem zewnętrznym; zresztą już wcześniej zamieszkał z żoną Jan w przyczepie campingowej na kalifornijskiej pustyni Mojave…

Czy jest w tym jakaś logika? Wbrew pozorom chyba tak, bo wspomniana izolacja nie była dla Beefhearta równoznaczna z całkowitym samobójstwem artystycznym. Już jako czteroletnie dziecko zdradzał on bowiem znaczne talenty plastyczne – i wtedy właśnie zwrócił nań uwagę portugalski rzeźbiarz Antonio Rodriguez, który przez następne osiem lat regularnie prezentował Van Vlieta i jego miniaturowe zwierzątka z gliny w swym cotygodniowym programie telewizyjnym. Głównym jednak powołaniem „szalonego kapitana” w dziedzinie sztuk plastycznych okazało się malarstwo. Reprodukcje jego rysunków i obrazów w stylu surrealistycznej, nieco abstrakcyjnej karykatury, pojawiają się na okładkach niektórych albumów z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych – bo też przerwy między niezbyt w sumie częstymi sesjami nagraniowymi i wyjazdami w trasy koncertowe wypełniało mu głównie malowanie obrazów olejnych, najczęściej utrzymanych w podobnej konwencji. Po wydaniu Ice Cream For Crow zajęciu temu oddał się bez reszty, i to z dobrym skutkiem artystycznym oraz finansowym. Zrezygnował nawet ze swego pseudonimu…

Nie zmienia to faktu, że najważniejszą pozycje w historii szeroko rozumianej sztuki współczesnej zdobył sobie właśnie jako Captain Beefheart. Artysta, którego wpływ na rozwój rocka dość często porównywano z wpływem Ornette’a Colemanna na ewolucję jazzu.

II.
Zappa i Beefheart w obiegowym mniemaniu uważani są niemal za Dioskurów muzycznej awangardy. Obaj ekscentryczni, pełni oryginalnych pomysłów, jednakowo nie mieszczący się w komercyjnych ramach mainstreamu – nie mówiąc już o tym, że swój pseudonim Van Vliet też pono zawdzięcza Zappie. Razem w szkole średniej w kalifornijskim Lancaster (gdzie przez krótki czas występowali też w rythm-and-bluesowej grupie The Blackouts) – a niewiele później znów razem w Cucamonga w tymże stanie: zamierzali razem założyć zespół The Soots i nakręcić film Captain Beefheart Meets The Grunt People. Drugie z tych zamierzeń nie doczekało się realizacji – archiwalne, arcyciekawe nagrania efemerycznego The Soots z 1963 roku można znaleźć na bootlegowym wydawnictwie Captain Beefheart: Puller Man – obydwaj zaczęli więc „właściwą” działalność artystyczną na własny rachunek, spotykając się jednak później w istotnych momentach swych karier. W 1969 roku Beefheart wystąpił jako wokalista w utworze Willie The Pimp na Hot Rats, jednej z najgłośniejszych płyt Zappy – i wydatnie umocnił swoją pozycję na rynku muzyki, umownie biorąc, popularnej. Sześć lat później obaj firmowali Bongo Fury – pyszny, choć, jak na nich, może trochę zbyt konwencjonalny album koncertowy. Co zaś najważniejsze, Beefheart jako jeden z pierwszych został „zakontraktowany” przez Straight Records – niezależną wytwórnię założoną przez Zappę u schyłku lat sześćdziesiątych. Właściciel firmy dał mu pełną swobodę artystyczną i… roztoczył opiekę producencką nad Trout Mask Replica (1969), najważniejszym bodaj albumem „kapitana”.

Wcześniej były początki The Magic Band (szyld ten Beefheart zachował do końca, mimo dość częstych zmian składu). Powstał on w 1964 roku, a dwa lata później podpisał kontrakt z A&M Records i wydał pierwszego singla z bluesową kompozycją Bo Diddleya Diddy Wah Diddy (owoce tych najwcześniejszych sesji zebrano później na mini albumie The Legendary A&M Sessions, którego producentem był… David Gates z pop-rockowej grupy Bread). Znamienne jednak, że materiał na album debiutancki nie został zaakceptowany przez szefa wytwórni, Jerry’ego Mossa, jako „zbyt nihilistyczny”.
Czy słusznie? Słuchając tego materiału, nagranego ponownie w innym składzie (w dwóch utworach wystąpił tu słynny gitarzysta Ry Cooder) i wydanego ostatecznie w 1967 roku przez Buddah Records jako Safe As Milk, można mieć spore wątpliwości. Liczne elementy dojrzałego stylu Beefhearta – mocno zwichrowane, lecz nowatorskie i perfekcyjne warsztatowo faktury brzmienia zespołowego, rachitycznie powykręcana rytmika, szorstka, brudna sonorystyka, schizofrenicznie intensywna ekspresja wokalna, absurdalny humor słowno-muzyczny – rysują się tu wprawdzie dość wyraźnie, lecz, generalnie, „szalony kapitan” wydaje się znacznie mniej szalony niż choćby dwa lata później. Dominują krótkie, piosenkowe formy, chwilami pobrzmiewa pop (I’m Glad), u podłoża zaś niewątpliwie tkwi blues.
Nic zresztą dziwnego – bo przecież właśnie blues w zasadniczej mierze określa genealogię Beefhearta. Krytyk Pete Johnson wspomina, że kiedy w 1965 roku trafił na koncert The Magic Band w klubie Whiskey-A-Go-Go w Los Angeles, zespół grał głównie standardy Muddy Watersa, Little Waltera i Howlin’ Wolfa (dość bliskiego „kapitanowi” pod względem barwy głosu i, poniekąd, rodzaju ekspresji), a na specjalne życzenie publiczności wykonał jeszcze Help Me. Najbardziej nieortodoksyjny w tym wszystkim był… sam Beefheart, jego – już wtedy trochę zwariowany – styl interpretacji i głos o wyjątkowo rozległej skali (pod obydwoma tymi względami dorównał mu bodaj tylko przedwcześnie a bezsensownie zgasły Tim Buckley). Czuło się, innymi słowy, artystę, który na pewno będzie miał wiele do powiedzenia, i to niekoniecznie w dosyć wąskiej dziedzinie bluesowego abecadła.
Następne płyty, Mirror Man (nagrany w 1968 roku, wydany trzy lata później) i Strictly Personal (1968), okazały się kolejnymi etapami krystalizacji tożsamości artystycznej Beefhearta. Sięgnął on tu do najbardziej pierwotnego bluesa z delty Mississippi, transponując jego monotonię i szorstkość wyrazową na język wyrafinowanych, elektrycznych brzmień i bardziej rozbudowanych form okresu psychodelicznej ekspansji. Stworzył w ten sposób konglomerat iście wyjątkowy – zabarwiony przy tym, jak u Zappy, kpiną z hippisowskich mód muzycznych (vide bez mała upiorny Beatle Bones’n’Smokin’Stones, który oburzył kiedyś Lennona sardonicznym nawiązaniem do Strawberry Fields Forever). I szkoda doprawdy, że Strictly Personal, muzycznie jedna z lepszych płyt Beefhearta (obok wspomnianego Beatle Bones… choćby Gimme Dat Harp Boy, oparty na oryginalnie wykorzystanym riffie słynnego Spoonful Willie’go Dixona), został trochę popsuty przez efekciarską produkcję akustyczną Boba Krasnowa, a Mirror Man – wyraźnie skażony muzycznym gadulstwem.
Błędów tych artysta szczęśliwie uniknął na Trout Mask Replica, swym niewątpliwym opus magnum oraz jednym z najbardziej monumentalnych i niezwykłych dzieł sztuki rockowej w ogóle. Udało się tu harmonijnie połączyć surowość akustycznego bluesowego autentyku (kapitalny China Pig), wściekłość rockowego ataku, godne Strawińskiego bogactwo rytmiczne, swobodne, chwilami free jazzowe faktury wielu utworów, przeradzające się czasem w atonalny chaos, oraz surrealistyczny dowcip (liczne ustępy melodeklamowane bądź mówione). Powstał więc album nader wyrafinowany artystycznie i dla większości odbiorców nazbyt wręcz awangardowy – a zarazem, paradoksalnie, swoiście spontaniczny i bezpośredni. Może dlatego, że 28 zarejestrowanych tu piosenek Beefheart napisał w… osiem i pół godziny. Na pewno zaś dlatego, że produkcja owych nagrań była celowo niedbała, można by rzec: grażowa.
Choć, Bogiem a prawdą, mało wdzięczny w słuchaniu, Trout Mask Replica okazał się dla Beefhearta tym, czym na przykład dla Pink Floyd album debiutancki: szczytem, na który nie udało się wspiąć ponownie. Ani na następnym, podobnie pomyślanym, dobrym zresztą Lick My Decals Off, Baby (1970). Ani na nieco bardziej konwencjonalnych blues-rockowo dwóch albumach z 1972 roku, Clear Spot i Spotlight Kid – nie mówiąc już o prawdopodobnie najsłabszych w całej dyskografii ‘kapitana’ Unconditionally Guaranteed i Bluejeans And Moonbeams (obie płyty z 1974 roku), gdzie dyskretne popowe ciążenia Clear Spot osiągnęły proporcje zgoła niebezpieczne dla jego wiarygodności artystycznej. Ani nawet na Shiny Beast (Bat Chain Puller) (1978), Doc At The Radar Station (1980) i Ice Cream For Crow, świetnie łączących dawne pokraczności, ekscentryzmy i zawirowania z dość posuwistą, jak na Beefhearta , narracją rockową.

III.
Zappa i Beefheart… Dwie wielkie indywidualności: podobne – a jednak różne. Obaj ekscentryczni, często artystycznie bezkompromisowi, wszechstronnie i wspaniale utalentowani… Zauważmy jednak, że przy całym swym awangardowym zwichrowaniu Zappa mówi nam całkiem niemało o świecie, w którym żyjemy, podczas gdy Beefheart wydaje się mocno zasklepiony w dadaizmie psychodelicznym, cokolwiek prywatnym humorze i rockowej sztuce dla sztuki (vide choćby tytuły w rodzaju Abba Zaba czy Japan In A Dishpan bądź pseudonimy członków najsłynniejszego składu The Magic Band: Mascara Snake, Antennae Jimmy Semens, Drumbo, Zoot Horn Rollo i Rockette Morton). Zappa często bywa epikiem o dużym zacięciu satyrycznym – Beefheart jest w pierwszym rzędzie abstrakcjonistą i manierystą zarazem. Zappie udało się, mimo wszystko, zaistnieć na tak zwanym szerokim rynku, nawet zostać instytucją współczesnej kultury amerykańskiej – Beefheart przez cały czas był postacią znacznie bardziej kultową.

A jednak – choć tak niekonwencjonalny i tak bardzo „swój własny” – „szalony kapitan” wywarł dość znaczny wpływ na innych artystów rockowych. Postrzępiona narracja, wariackie rozwibrowanie ekspresji, raptowne zjazdy w surowy, akustyczny blues oraz inne jeszcze ‘beefheartyzmy’ dają się wyraźnie zauważyć na Strangelands (1988), najdziwniejszej, zgodnie z tytułem (po polsku „dziwne krainy”), płycie mistrza psychodelik demonicznej, Arthura Browna. W zbliżonym kręgu inspiracji pozostaje twórczość świetnej, postpsychodelicznej grupy MU – może dlatego, ze na gitarze, saksofonie i klarnecie basowym grał tam… Antennae Jimmy Semens, czyli Jeff Cotton (pokrewny artystycznie okazał się Mallard, który w połowie lat siedemdziesiątych założyli… Horn Rollo, Rockette Morton i Ed Marimba alias, odpowiednio, Bill Harkreload, Mark Boston i Artie Tripp). Awangarda nowej fali drugiej połowy lat siedemdziesiątych (Pere Ubu, Public Image Ltd.) z pewnością wyglądałaby inaczej, gdyby nie Strictly Personal i Trout Mask Replica. Jawnie beefheartowskie w stylu – a poniekąd też i w duchu – są główne propozycje australijskiej The Birthday Party, jednej z najważniejszych i najbardziej bezkompromisowych grup dekady następnej. Nie mniej oczywiste zauroczenie stylem wokalnym naszego bohatera zdradza Tom Waits, pod względem genealogii i temperamentu artystycznego bliższy jazzowi, piosence kabaretowej i beatnikowskim wieczorom poezji czytanej niż dowolnie szeroko rozumianemu rockowi. Szczególnie zastanawiający wydaje się fakt, że „kapitan” wcale nie jest jedynym skrajnym dziwakiem rockowym, który swym ekscentryzmem z dobrym skutkiem zaraził innych. Najlepiej świadczy o tym działalność francuskiej grupy Magma: rewelacyjnej, choć często krytykowanej za wydumaną bombastyczność ogólnej koncepcji twórczej i śpiewanie w wymyślonym przez perkusistę Christiana Vandera (szefa zespołu) języku fikcyjnej planety Kobaia. Ten typowo kultowy zespół stworzył nieomal szkołe progresywnego minimalizmu rockowego i pozostawił sporo wychowanków, z francuskim Art Zoyd i belgijskim Univers Zero na czele. Wyjaśnić to doprawdy trudno – powtórzmy więc tylko za Pawlikoską-Jasnorzewską „ekscentrycy, ekscentrycy…” z dodatkiem triumfalnego „vivant!”

P.S. Interesującym suplementem dyskografii Beefhearta jest pięciodyskowy album Grow Fins: Rarities 1965-1982, wydany dopiero w 1999 roku, zawierający wyłącznie nie znane wcześniej odrzuty z całej kariery nagraniowej artysty. Innym podobnym suplementem jest album I May Be Hungry But I Sure Ain’t Weird: The Alternate Captain Beefheart (1992).

Bongo Fury krytycy oceniali dość różnie – warto jednak pamiętać, że wielkim jego miłośnikiem jest… Vaclav Havel, będący dość wyrobionym odbiorcą rocka.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Carpetcrawler
Brodacz
Brodacz



Dołączył: 16 Maj 2011
Posty: 2249
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Litwini wracali?
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 15:45, 03 Luty 2013 Temat postu:

Ciekawy artykuł, zgadzam się z prawie wszystkim. Co do Kapitana to również go serdecznie polecam, styl ma bardzo podobny do Zappy, jednak muzykę zupełnie inną. Najbardziej subtelną płytą jest debiut, który bardzo lubię, ale najlepszą oczywiście Trout Mask Replica. I ta okładka...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
alesorius
Wafel
Wafel



Dołączył: 12 Sie 2013
Posty: 203
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 16:24, 19 Sierpień 2014 Temat postu:

Przesłuchałem Safe As Milk, Strictly Personal, The Spotlight Kid/Clear Spot i Trout Mask Replica, i wciąż nie mogę się przekonać. Dałem sobie sporo czasu zanim drugi raz na moich głośnikach zagościło Safe As Milk i później jeszcze dwa razy Trout Mask Replica. W każdym razie, szczerze mówiąc, nie rozumiem fenomenu Kapitana, wciąż jego muzyka mnie w większym stopniu drażni, niż się podoba. Pod tym względem, chyba jestem niereformowalny... :/

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Olek
Dżonson
Dżonson



Dołączył: 16 Mar 2013
Posty: 605
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 17:00, 27 Sierpień 2014 Temat postu:

A mi Beefheart bardzo się podoba. Znam bardzo dobrze "Safe as Milk" i "Strictly Personal". Podobno najwybitniejszą "Trout Mask Replicę" przesłuchałem raz i mnie odrzuciła. Słyszałem, że trzeba jej poświęcić więcej niż jedno przesłuchanie, a to jej dam, jak nabędę własną kopię. Nowe wydanie tejże płyty wypuściło Zappa Records.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kobaian
Brodacz
Brodacz



Dołączył: 04 Cze 2010
Posty: 3805
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 40 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:56, 27 Sierpień 2014 Temat postu:

Co do "Strictly Personal" to nie będę ukrywał, że to jedna z moich ulubionych płyt z rocznika 1968. "Trout Mask Replica" to bardzo intrygujący album, choć powiedziałbym, że ze względu na specyficzną zawartość, niezbyt jak dla mnie nadający się do częstych powrotów. Jego problem polega również na tym, że miał pecha zostać wydany w 1969, więc ma znacznie silniejszą konkurencję od poprzedniczki.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pawliq88
Hipopotam
Hipopotam



Dołączył: 28 Maj 2013
Posty: 1347
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa

PostWysłany: Wto 21:36, 02 Grudzień 2014 Temat postu:

Poznaje kapitana dopiero. Jakoś do tej pory go odkładałem ciągle. Słuchałem na razie mleka i repliki. Ta druga płyta jak się ją złapie, jest dla mnie lepsza niż debiut, weszła mi nieźle.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:08, 02 Grudzień 2014 Temat postu:

Większość płyt Kapitana była znakomita, więc możesz na luzie lecieć chronologicznie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pawliq88
Hipopotam
Hipopotam



Dołączył: 28 Maj 2013
Posty: 1347
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa

PostWysłany: Wto 22:41, 23 Grudzień 2014 Temat postu:

Olek napisał:
. Nowe wydanie tejże płyty wypuściło Zappa Records.


chciałbym ją dostać już szukam od jakiegoś czasu, wszędzie mówią nawet w Music cornerze, że hurtownie nie mają jej na stanie


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Parol
Wafel
Wafel



Dołączył: 03 Paź 2014
Posty: 440
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Pyskowice/Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 07:21, 10 Styczeń 2015 Temat postu:

Jak się pospieszysz, to może spełnisz swoje marzenie Wink

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pawliq88
Hipopotam
Hipopotam



Dołączył: 28 Maj 2013
Posty: 1347
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa

PostWysłany: Wto 21:18, 13 Styczeń 2015 Temat postu:

Poczekam na jakąś tańszą okazję:p Tak jak ostatnio ustrzeliłem Camele i Toma Waitsa

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Pawliq88 dnia Wto 21:19, 13 Styczeń 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
FernMustBurn
Nosal
Nosal



Dołączył: 01 Lip 2014
Posty: 73
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 16:16, 15 Luty 2015 Temat postu:

https://www.youtube.com/watch?v=2JxBppgIB0w Wink
(jak było, to wybaczcie)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
alesorius
Wafel
Wafel



Dołączył: 12 Sie 2013
Posty: 203
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:55, 19 Luty 2015 Temat postu:

Zachęcająca wypowiedź. Chyba przesłucham Trout Mask Replica czwarty raz, może przestanę mieć ten album za do bani Razz

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Johanan
Wafel
Wafel



Dołączył: 30 Lis 2013
Posty: 387
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Śro 23:08, 12 Sierpień 2015 Temat postu:

Byłby ktoś w stanie podać zioma podobnie niezależnego i utalentowanego? No i czy muzycy z Magic Band nagrywali coś wartego uwagi solo albo w innych zespołach?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Merzbow
Nosal
Nosal



Dołączył: 01 Paź 2015
Posty: 30
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:44, 07 Październik 2015 Temat postu:

Poznałem za sprawą Zappy. Trout Mask Replica to najbardziej reprezentatywne dzieło, do innych płyt podchodzę z deka sceptycznie, kwestionując trochę ich rzekomą wielkość. Dla mnie siłą Beefhearta była ta ekstremalna dziwaczność zaadaptowana na potrzeby nagrania ekscentrycznego Trout Mask Replica. Z drugiej strony przesłuchałem przynajmniej po razie większość z jego płyt i każda wykazywała jakieś znamiona geniuszu.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Forum .:Rock 'n Metal:. Strona Główna -> Prog, rock psychodeliczny i eksperymentalny Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2


Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB Š 2001, 2005 phpBB Group
Theme bLock created by JR9 for stylerbb.net
Regulamin