Forum .:Rock 'n Metal:. Strona Główna
  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Galerie   Rejestracja   Profil  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  Zaloguj 

Electric Miles czyli Milesa Davisa z rockiem eksperymenty

Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Forum .:Rock 'n Metal:. Strona Główna -> Jazz, jazz-rock
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat
Autor Wiadomość
b-side
Wafel
Wafel



Dołączył: 29 Mar 2015
Posty: 137
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Planeta Melmaq
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:58, 23 Kwiecień 2015 Temat postu:

Zdecydowanie nie, ale koncepcyjnie to już idzie w nową stronę i fajnie tego się słucha właśnie pod kątem przyszłych przemian.


Kapitan Wołowe Serce napisał:
Live at Philharmonic Hall to niestety nie tylko słaba jakość dźwięku (tą jestem w stanie przeboleć, w końcu nie takich rzeczy się słuchało) ale przede wszystkim naprawdę nudne granie, zupełnie bez polotu. Gdyby nie genialna wersja Ife (stanowczo moja ulubiona) byłby to album niesłuchalny.


Trochę dziwne, że mając tyle materiału i opcji wypuścili akurat takiego gniota. Ale sam Davis chyba też się trochę gubił w tym, co chce osiągnąć. Zamienił w końcu lata dość tradycyjnego grania temat-solo-temat na kreatywnie ogarniane ciężkich jam session.
Ale mimo wszystko chciałbym więcej - czuję w tych hinduskich bębenkach, sitarach i nowym klawiszowcu potencjał, może na innym gigu wypadli już ok.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
b-side
Wafel
Wafel



Dołączył: 29 Mar 2015
Posty: 137
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Planeta Melmaq
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 15:33, 04 Maj 2015 Temat postu:

O, będzie nowa część oficjalnych bootlegów. Trochę fajnie, a trochę do dupy:
[link widoczny dla zalogowanych]

Tak w skrócie:

CD1 to koncerty z roku '55 i '58 (ten drugi w całości wydany dawno temu na CD)

CD2 to lata '66 i '67, czyli Herbie, Carter, Williams i Shorter. Lubię ich, ale pierwsza część serii (4 CD z koncertami z '67 roku) troszkę wyczerpała dla mnie temat

CD3 to padaka - zlepek z 3 koncertów z '69, '73 i '75. Przy czym ten pierwszy był w całości wydany parę lat temu na oficjalnym CD "Bitches Brew Live" (polecam, tam jest też cały koncert z Isle of WIght, gruba rzecz), ten drugi jest dobrze znany choćby z YT (świetnej jakości koncert z Berlina), ale oddajmy hołd, że oficjalnie się znajdzie na CD. A ten z '75 roku... to 1 utwór. 1 utwór z dwugodzinnego setu.

No i CD4 jedyne naprawdę dobre, bo cały (chyba) koncert z 71 roku. Chociaż do mnie ten skład z Bartzem i Jarrettem średnio przemawia.


Czekam cały czas i przywalą jakimś konkretnym boksem z tymi najbardziej ćpuńskimi wyprawami z lat 73-75.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:11, 01 Wrzesień 2015 Temat postu:

Miles Davis - At Newport 1955-1975: The Bootleg Series Vol. 4 (2015)



Właściwie mogę zgodzić się z b-sidem - większość boksu to resztki zdrapane z patelni. Niby fajne, ale to wszystko jest klecone bardzo na siłę.

CD1: Materiał z 55 roku to jak dla mnie bardzo archaiczny jazz, którego nie potrafię chyba w pełni docenić. Materiał z 58 podoba mi się bardzo, ale skoro już wcześniej wyszedł to nie ma właściwie o czym mówić.

CD2: Bardzo jest to fajne. Może nie ma tu jakichś wielkich odkryć, ale spoko, nie zawsze muszą być.

CD3: No, może faktycznie padaka, a przede wszystkim chaos, nic tu nie jest spójne z niczym. Nawet nie przeszkadzałby mi tak bardzo materiał z wydanych wcześniej płyt, gdyby to było spójne i fajnie się słuchało.

CD4: Znowu, mógłbym powtórzyć po poprzedniku - fajny materiał, chociaż ekipa nie należy do moich ulubionych.

Ogólnie rzecz biorąc jest to na tyle dobre, żebym jeszcze kilka razy posłuchał, ale kupić bym chyba nie kupił.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Merzbow
Nosal
Nosal



Dołączył: 01 Paź 2015
Posty: 30
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 20:15, 01 Październik 2015 Temat postu:

Jak na razie obok Johna Coletrane'a jest to mój ulubiony jazzman (inna sprawa, że nie znam więcej niż dwudziestu ;P). Raczej nie jara mnie stuff przed In a Silent Way, właśnie od tych starszych płyt zaczynałem swoja przygodę z Davisem i było to dla mnie w większości nazbyt archaiczne i nużące, choć oczywiście szanuję kilka wydawnictw (Kind of Blue, Sketches of Spain, Miles Smiles czy Nefertiti). Szczególnie interesuję okazują się właśnie płyty od wspomnianego In a Silent Way, w tym również Bitches Brew (moja ulubiona), A Tribute to Jack Johnson, On the Corner, Big Fun i Get Up With It. Z liveów było mi dane wysłuchać tylko Dark Magusa, który był doprawdy niezwykłym przeżyciem jak na standardy albumów koncertowych.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
che
Hipopotam
Hipopotam



Dołączył: 26 Gru 2011
Posty: 1967
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:30, 01 Październik 2015 Temat postu:

Merzbow napisał:
Z liveów było mi dane wysłuchać tylko Dark Magusa, który był doprawdy niezwykłym przeżyciem jak na standardy albumów koncertowych.

Posłuchaj "Agharty". Jeśli archaiczny Miles Ci nie leży, to ta koncertówka pewnie Ci się spodoba Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Merzbow
Nosal
Nosal



Dołączył: 01 Paź 2015
Posty: 30
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:47, 01 Październik 2015 Temat postu:

Nie wiem czy w najbliższym czasie, ale na pewno dam temu szansę. Live-Evil i Pangaea (inne koncertówki możliwe, że też) również mam w planach, gdyż czytałem wypowiedź tutejszego admina, iż jednak te live-jazzy to może być nawet wyższy level od studyjnych albumów. Dobrze wiedzieć.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 19:18, 02 Październik 2015 Temat postu:

Jeszcze z Liveów koniecznie trzeba znać wszystkie Filmimóry. I wszystkie boxy, co teraz wychodzą. I nie boxy w sumie tez, w ostatnich latach sporo tego jest. Poza tym z nie lajwów świetne są Kompletne Sesje, zwłaszcza do On The Corner, ale do innych płyt też. Davis to muzyczny kontynent, nie da się tego w kilka dni, czy tygodni porządnie wysłuchać, ale to bardzo fajne jest.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Filas
Moderator
Moderator



Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3117
Przeczytał: 6 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Etceteragrad
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 11:25, 25 Styczeń 2016 Temat postu:

Zawsze, gdy słucham Davisa, dopada mnie myśl, że słucham za mało Davisa. Trzeba coś na to poradzić.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
che
Hipopotam
Hipopotam



Dołączył: 26 Gru 2011
Posty: 1967
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 13:48, 25 Styczeń 2016 Temat postu:

Filas napisał:
Zawsze, gdy słucham Davisa, dopada mnie myśl, że słucham za mało Davisa. Trzeba coś na to poradzić.

Przestań słuchać Davisa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pawliq88
Hipopotam
Hipopotam



Dołączył: 28 Maj 2013
Posty: 1347
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: okolice Krakowa

PostWysłany: Pon 15:38, 25 Styczeń 2016 Temat postu:

Filas napisał:
Zawsze, gdy słucham Davisa, dopada mnie myśl, że słucham za mało Davisa. Trzeba coś na to poradzić.


Ja proponuje alternatywne rozwiązanie: słuchaj jeszcze więcej Davisa. Smile


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Pawliq88 dnia Pon 15:38, 25 Styczeń 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Devadip
Wafel
Wafel



Dołączył: 05 Maj 2016
Posty: 294
Przeczytał: 4 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:04, 03 Październik 2016 Temat postu:

Filas napisał:
Zawsze, gdy słucham Davisa, dopada mnie myśl, że słucham za mało Davisa.


Coś w tym jest, chyba mam podobnie Very Happy

Zasłuchuję się w Elektrycznego Milesa już od jakiegoś czasu. Staram się iść chronologicznie od In A Silent Way, choć post Kapitana opisujący co i w jakiej kolejności słuchać i jak to się je również był bardzo pomocny. Smile

In A Silent Way mnie urzekło od razu i długo katowałem ten album, zwłaszcza wieczorem - na przykład wracając późnym tramwajem. Piękna płyta, pełna, jak to ktoś już ujął, "ciszy przerywanej dźwiękami". Blednie jednak w porównaniu z...

Bitches Brew! Swoją drogą, jak tłumaczycie ten tytuł? Dziwki się gotują? Na artrocku w recenzji ktoś napisał "Kurewskie Nasienie", ale coś nie ufam temu tłumaczeniu. Skoro ktoś potrafił przetłumaczyć In A Silent Way na "Cicha Droga" i "Droga Ciszy", to ja nie mam pytań. Very Happy Z kolei jakby spojrzeć na tytuł trochę inaczej i wziąć "brew" jako czasownik, wyjdzie nam, że Dziwki Warzą Laughing

BB to arcydzieło, wchłania mnie bez reszty. Chyba podaruję sobie dalszy wywód.

Jack Johnson to też kawał dobrego grania, powiedziałbym nawet, że Right Off to najłatwiej przyswajalny utwór z tych trzech albumów. No, ewentualnie Shhh/Peaceful może łatwiej wejść. Słuchając ostatnio Just a Poke zespołu Sweet Smoke w pewnym momencie miałem wrażenie, że gitara stara się podrobić McLaughlina z Jacka Johnsona. Silne skojarzenie miałem, a Jack Johnson wyszedł dopiero rok później.

Potem niestety utknąłem na On the Corner na dłuższy czas, bo prostu nie mogłem tego albumu przeskoczyć. Szło mi ciężko, aż doprowadziło to do tego, że zrobiłem sobie przerwę od Milesa, bo myślałem, że skoro On the Corner nie mogę przyswoić, to późniejszych funk-jazzów też nie dam rady.

A tu zonk, Big Fun wchodzi aż miło Very Happy Spodziewałem się więcej dziwacznego funk-jazzu, na szczęście byłem w błędzie. Podoba mi się, że nagrania pochodzą z różnych sesji, dzięki czemu na albumie panuje większa różnorodność. Wyróżniłbym Go Ahead John - te zabiegi studyjne, ta perkusja skacząca między głośnikami, to solo McLaughlina... Very Happy

Czeka mnie jeszcze Get Up With It i koncertówki. Zastanawiam się jedynie, co myślicie o albumach późniejszych, od The Man With The Horn wzwyż. Niewiele jest o nich wspomniane w tym temacie. Nastąpił wtedy u Milesa spory spadek formy, nie wiem, uproszczenie nagrań? Czy może dalej nagrywał klawe rzeczy, których można słuchać z przyjemnością?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:23, 03 Październik 2016 Temat postu:

1. Jak chronologicznie to od Miles in the Sky, nie od In the Silnet Way. Albo w ogóle od Circle in the Round.

2. On the Corner jest trudną płytą, sądzę, że gdzieś już o tym pisałem. W sumie najłatwiej się do tego przekonań poprzez takie sześciopłytowy box The Complete On the Corner Sessions, bo tam materiał, który ostatecznie trafił na album jest na samym końcu, a wszystko inne jest znacznie łatwiej przyswajalne, ale w trochę podobnym tonie.

3. Po The Man With The Horn na ogół nie da się tego słuchać. Chyba, że ktoś lubi pop jazz z lat 80'. W sumie wielu osobom się to podoba, ale dla mnie jest trudne do strawienia.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kapitan Wołowe Serce dnia Pon 22:25, 03 Październik 2016, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zyx
Wafel
Wafel



Dołączył: 08 Paź 2013
Posty: 367
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:25, 03 Październik 2016 Temat postu:

Devadip napisał:
Z kolei jakby spojrzeć na tytuł trochę inaczej i wziąć "brew" jako czasownik, wyjdzie nam, że Dziwki Warzą Laughing


https://www.reddit.com/r/Jazz/comments/3vddi5/what_does_the_name_of_miles_davis_album_bitches/ napisał:
His wife Betty Mabry said she named it: "Miles wanted to call it Witches Brew, but I suggested Bitches Brew and he said, 'I like that.' Contrary to what some people said, there was nothing derogatory about it."


https://answers.yahoo.com/question/index?qid=20100911210739AA8tdsT napisał:
According to the article in this month's issue of JazzTimes, its because the musicians were all fantastic players, and Miles' way of referring to someone who could play like that was to say that they were a *****. (not "his" *****, which is a phrase that came into use twenty years later and basically means the opposite. Think of the Elton John song The ***** is Back: I'm a ***** cuz I'm badder than you, its the way that I move, the things that i do)

Miles' concept for the album was not to write out a chart with specific changes and form, but to give the players an idea for a chord and for the sound he wanted them to make with it, and let them improvise. They would go into the studio and jam on these ideas. Miles' direction to drummer Lenny White was that he was to stir the brew that these bitches made.


Jeśli to prawda, to "brew" w tym wypadku to czasownik. Bitches - czyli po angielsku uzdolnieni muzycy - warzą, czyli tworzą muzę. Nie wiem i za bardzo nie chce mi się myśleć nad tym, jak można to przetłumaczyć.

Edit:
Przyszło mi do głowy, że "bitches" można by przetłumaczyć jako "przechuje", ale i tak źle to według mnie brzmi.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Zyx dnia Pon 22:29, 03 Październik 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Devadip
Wafel
Wafel



Dołączył: 05 Maj 2016
Posty: 294
Przeczytał: 4 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 23:35, 03 Październik 2016 Temat postu:

@Kapitan: w takim razie chyba czeka mnie podróż wstecz, do Miles in the Sky, albo w ogóle do Circle in the Round

@Zyx: dzięki. Tytuł okazał się ciekawszy, niż myślałem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Filas
Moderator
Moderator



Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3117
Przeczytał: 6 tematów

Pomógł: 15 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Etceteragrad
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 09:33, 04 Październik 2016 Temat postu:

Biczys Brju to napar z suk jak dla mnie, może wywar z łez wszystkich dupeć dotykaj@cych się do Biczys Brju?

"In a Slient Way" to w ogóle raczej "po cichutku" czy coś takiego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zyx
Wafel
Wafel



Dołączył: 08 Paź 2013
Posty: 367
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 12:25, 04 Październik 2016 Temat postu:

Filas napisał:
Biczys Brju to napar z suk jak dla mnie, może wywar z łez wszystkich dupeć dotykaj@cych się do Biczys Brju?


Jakbym miał tłumaczyć, używając "brew" jako rzeczownika, to pewnie na coś typu Wykurwisty wywar/napar.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zuy_pan
Bad Motherfucker
Bad Motherfucker



Dołączył: 27 Sty 2012
Posty: 5826
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 39 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nie wiem, skąd mam wiedzieć?
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 13:16, 04 Październik 2016 Temat postu:

Bitches Brew to gra słów i nawiązanie do Witches Brew, a to już jest pewien motyw zakorzeniony w kulturze, chodzi o kocioł czarownicy i to co w nim, jak w Makbecie taki, witchcrafty itd. Ja bym się nie bawił w lingwistyczne zabawy czy to rzeczownik czy przymiotnik, tylko właśnie od tej strony, to jest Suczy Kocioł, tylko w języku polskim nie jest oddana ta gra słów, między suką i czarownicą. O co chodziło? Trudno stwierdzić, ale ja tam jestem przekonany, że ten tytuł powstał z przerobienia "witches brew"

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Vilverin
Brodacz
Brodacz



Dołączył: 02 Kwi 2013
Posty: 2423
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wielkie Księstwo Krakowskie/Królestwo Galicji i Lodomerii.
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 00:04, 05 Listopad 2016 Temat postu:

Tak sobie słuchałem ostatnio miles in the sky i myślę czy ta płytka nie jest aby zbyt niedoceniana?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Parol
Wafel
Wafel



Dołączył: 03 Paź 2014
Posty: 440
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Pyskowice/Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 17:54, 06 Listopad 2016 Temat postu:

Masz rację. Miles in the sky jest dobrym krążkiem, ale ma pecha, że chwilę po nim są albumy genialne i może dlatego jest troszkę pomijany, aczkolwiek niesłusznie. Podobnie można powiedzieć o Miles smiles.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kłopoty z Myszami
Dżonson
Dżonson



Dołączył: 16 Lis 2016
Posty: 561
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 13:29, 16 Listopad 2016 Temat postu:

vv

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kłopoty z Myszami dnia Pią 00:04, 17 Listopad 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Forum .:Rock 'n Metal:. Strona Główna -> Jazz, jazz-rock Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 13, 14, 15  Następny
Strona 6 z 15


Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB Š 2001, 2005 phpBB Group
Theme bLock created by JR9 for stylerbb.net
Regulamin