Forum .:Rock 'n Metal:. Strona Główna
  FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy  Galerie   Rejestracja   Profil  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  Zaloguj 

Artyści Mniej Znani (jazz-rock/fusion)

Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Forum .:Rock 'n Metal:. Strona Główna -> Jazz, jazz-rock
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat
Autor Wiadomość
Niepokonany Herakles
Bad Motherfucker
Bad Motherfucker



Dołączył: 15 Gru 2009
Posty: 6134
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 54 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nowy Tomyśl
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 12:30, 20 Grudzień 2009 Temat postu: Artyści Mniej Znani (jazz-rock/fusion)


Nucleus to brytyjski zespół jazz-rockowy, założony (1969) przez trębacza, słynnego Iana Carra, który był zresztą tego zespołu liderem. W 1970 roku wyszły na świat dzieła Elastic Rock i We'll Talk About It Later. Są to bardzo dobre płyty. Brzmieniowo kapela kojarzy się trochę z Soft Machine, lecz jest znacznie mniej znana (oczywiście każdy szanujący się słuchacz tego rodzaju muzyki ich zna i znać powinien) i ma zagadkowo małą ilość odtworzeń na Last.fm, co absolutnie nie przekłada się na jakość moozy. Jakość jest to bowiem wyśmienita. Te dwie płyty, które wymieniłem, znać należy obowiązkowo.


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez Niepokonany Herakles dnia Nie 13:04, 20 Grudzień 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 12:51, 20 Grudzień 2009 Temat postu:

Nie będę ukrywał że jestem przeciwny zakładaniu osobnych wątków o takiej drobnicy. Oczywiście bardzo lubię Nucleusa, pierwsze trzy płyty wręcz uwielbiam, ale nie jest to zespół o tak wielkiej renomie żeby miał osobny wątek. Można by założyć temat zbiorczy o mniej znanym fusion. I tam Nucleusa wpakować.

Co do samego zespołu to pierwsze trzy albumy (Elastic Rock, We'll Talk About It Later i Solar Plexus) to coś takiego jak Davis tylko łatwiejsze. Ian Carr bardzo mocno w swojej grze wzorował się na Milesie. Stąd płynie główne podobieństwo pomiędzy tymi twórcami. Trzy pierwsze płyty powinny zainteresować każdego fana fusion i jazzowo nastawionego fana progresu (np. King Crimson lub Yes). Późniejsze rzeczy są nieco słabsze, trochę bliżej im do Canterbury i generalnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem że za płyty Nucleusa można brać się w ciemno, nie przywiązując wagi do daty wydania. Po 72 roku zespół spuścił z tonu, nadal są tam fajne rzeczy, ale bez wysłuchania pierwszych trzech płyt nie ma sensu się za to brać. Z tych nieco późniejszych rzeczy wyróżniłbym Under The Sun, bardzo fajna płyta. Te rzeczy całkiem późne znam kiepsko. Słuchałem ostatnio albumu, no chyba nie Nucleusa bo wydanego pod szyldem Iana Carra. Co prawda na PA figuruje to jako Nucleus, ale oni lubią tam wrzucać wszystko do jednego wora. Nazywa się to Old Heartland, jest z roku 88 i nie szczególnie mi się podoba. Ian ładnie gra na trąbce, ale suma sumarum nic szczególnego to nie jest.

Proponuję żeby ten temat przechrzcić na "Artyści mniej znani" i pisać tutaj o różnych fajnych a nie dość sławnych klientach.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kapitan Wołowe Serce dnia Nie 12:53, 20 Grudzień 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Niepokonany Herakles
Bad Motherfucker
Bad Motherfucker



Dołączył: 15 Gru 2009
Posty: 6134
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 54 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nowy Tomyśl
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 13:05, 20 Grudzień 2009 Temat postu:

Niech tak będzie zapisane.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 13:18, 20 Grudzień 2009 Temat postu:

Gites. To macie jakie propozycje? Nie? Tak tez myślałem. W takim razie ja rozpocznę.


Larry Coryell

Wielki gitarzysta, jeden z prekursorów fusion. Na jego płytach grali tacy giganci jak McLaughlin, Corea, Ron Carter, Cobham czy Miro Vitous. Grał on w ogóle w 79 jakoś w trio gitarowym z McLaughlinem i De Lucią ale odszedł i jego miejsce zajął Di Meola. Grał też u Garego Burtona. Poza tym płytkę Fusion III Misia Urbaniaka zaszczycił swą obecnością. Miał też zespół Eleventh House z Alphonsem Mouzonem, Randy Breckerem i jakimiś dwoma typami co ich nie znam. Super koleś, nie słyszałem jeszcze wielu płyt bo trudno o nie, mimo to aj traj hard żeby je znaleść i posłuchać. Polecam - fanom jazzu (chociaż to jest fusion, ale takie elektryczno jazzowe a nie jako całkiem nowy byt) Spaces i Barefoot Boy, a fanom rocka Introducing (The Eleventh House With Larry Coryell) . Jak jeszcze coś superowego by Larry dorwę usłyszę to was powiadomię.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 13:50, 20 Grudzień 2009 Temat postu:

Wiem że na tego typu forach jest prikaz że nie można pisać kilku postów po rząd, tylko musi ktoś odpowiedzieć i dopiero wtedy można pisać dalej. Ale w takim wątku co się w nim poleca różne rzeczy to prawo traci sens, więc będę pisał i pisał, a nóż ktoś przeczyta.


John Abercrombie

Nie wiem czy jest to aż prekursor fusion, ale przez pewien okres grał na tyle fajowo że po prostu muszę go polecić. Jest to stajnia ECMu, więc można się spodziewać nieco nudnego ambient jazzu i jak tak sobie przesłuchiwałem parę jego płyt po 78 roku to nie odbiegało to od tego negatywnego wyobrażenia. Ale pierwsze cztery jego (wg PA jego, tak naprawdę tylko pierwsza z nich to solowa płyta Johna) płyty są genialne. [link widoczny dla zalogowanych] jest lista jego osiągnięć. Najfajniejsze są: jego debiut solowy Timeless, Dwie pierwsze płyty zespołu Getaway (Abercrombie-Holland-DeJohnette) oraz Sargasso Sea z Ralphem Townerem. To są bardzo jazzowe rejony fusion i chociaż Abercrombie gra cudownie, to jednak robi to dla fanów jazzu, nie rocka. Radzę się dziadowi przyjrzeć bacznie!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kapitan Wołowe Serce dnia Nie 13:53, 20 Grudzień 2009, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aramis d'Herblay
Gość






PostWysłany: Nie 14:46, 20 Grudzień 2009 Temat postu:

Temat: mniej znani artyści

Post: założony (...) przez (...) słynnego Iana Carra
Powrót do góry
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 14:48, 20 Grudzień 2009 Temat postu:

Jedno drugiemu nie przeczy. Ja też jestem słynny w środowisku moich znajomych i przyjaciół Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Aramis d'Herblay
Gość






PostWysłany: Nie 14:53, 20 Grudzień 2009 Temat postu:

Aha, no dobra.

Kif Hartlej Bend też mało znane i też ze słynnym jednym, pisałem o nich na roksajcie nawet.
Powrót do góry
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 14:59, 20 Grudzień 2009 Temat postu:

No, słuchałem tej płyty z Indianinem, nawet mi się spodobała. To blues nie jazz co prawda, ale niech ci będzie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:12, 09 Marzec 2010 Temat postu:

A co mi tam, napiszę o jeszcze kilku różnych kolesiach, może ktoś przeczyta, może ktoś posłucha. W sumie na początku planowałem tutaj walić post pod postem, ale o całej sprawie zapomniałem. No to do dzieła!

Terje Rypdal



Wiecie kiedy powstał nu jazz? W latach 90tych? Pewnie i tak, ale jak słucham Rypdala to zawsze mam wrażenie że gdyby dzisiaj nagrywał tak jak dajmy na to w roku 70tym to nazwano by to nu jazzem. Czyli tak, mamy tutaj gitarę, która gra jakby była sama, mamy ambientowe tła, mamy zimny skandynawski klimat. Rypdal gra cudownie, chociaż trzeba się do jego gry przyzwyczaić, z początku bowiem może wydać się nudna. Jako jego wizytówkę polecam wręczyć sobie album Odyssey (1975), który jest po pierwsze bardzo dobry (jeden z najlepszych jakie nagrał), po drugie jest nieco bardziej dynamiczny niż większość jego dokonań, więcej się tam dzieje. Jak z tym albumem już się człowiek osłucha to może brać się za następne rzeczy. Osobiście bardzo lubię jeszcze: Terje Rypdal (1971), What Comes After (1974), After the Rain (1976). Warto spróbować, tyle że to specyficzne granie. Nie liczcie na to że coś się nagle zacznie dziać. Nie zacznie. Bo tak naprawdę to dzieje się cały czas Wink


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kapitan Wołowe Serce dnia Wto 22:13, 09 Marzec 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:20, 09 Marzec 2010 Temat postu:

Oregon



Lekko, melodyjnie, ładnie, ale nie cukierkowo, nie kiczowato, nie banalnie. Są śliczne folkowe melodie, są orientalne instrumenty, jest szczypta dobrego prog rocka. Liderem grupy jest multiinstrumentalista Ralph Towner, znany między innymi ze współpracy z Weather Report, a także naprawdę ciekawej kariery solowej. Poza tym warto wyróżnić jeszcze członka sekcji rytmicznej (grał na orientalnych instrumentach rytmicznych), świętej pamięci Collina Walcotta, członka słynnego zespołu Codona, a także, a może przede wszystkim uczestnika legendarnej sesji Milesa Davisa do albumu On the Corner. Gorąco polecam album Out of the Woods. Świetna rzecz, jeżeli szukacie miłej, pobudzającej wyobraźnię muzyki do wieczornej lektury trudno o coś lepszego.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kapitan Wołowe Serce dnia Wto 22:22, 09 Marzec 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:33, 09 Marzec 2010 Temat postu:

Zbigniew Seifert



Największy polski jazzman? Nie wiem, myślę że jeszcze mieliśmy paru takich jak on (Komeda chociażby). Najlepszy polski skrzypek jazzowy? Jak dla mnie to Seifert Urbaniaka zjada razem z kośćmi, ale może ktoś się z tym nie zgodzić. W końcu Misiek to też nie byle kto jest. Ale trzeba sobie jasno powiedzieć - to jest poziom światowy. Zbiggy nie zawsze grał fusion, a jak grał fusion to nie zawsze wychodziło mu to dobrze (patrz, a raczej nie patrz album 'Zbigniew Seifert' z 1977). Ale czasem grał i wychodziło fantastycznie. Najfajniejsze com jego słyszał to podwójny live album (wydany jako dwie osobne płyty Rolling Eyes ) Kilimanjaro. Cudeńko. Poza tym świetny jest jego debiut Man of the Light. Pozostałe solowe płyty jego (Passion, Solo Violin) to nie do końca jest fusion, ale fanom jazzu polecam. A ponadto Seifert grał z różnymi ludźmi. Wyróżniłbym z tego płytkę Violin z wymienionym powyżej zespołem Oregon, a także zespół (? jedni podają że to zespół co nagrał jeden album, inni album ten przypisują do dyskografii saksofonisty Hansa Kollera) Kunstkopfindianer. Nie słyszałem na razie wszystkich jego współprac, ale planuje usłyszeć. Super facet to był! Polecam, ale raczej fanom jazzu niż rocka.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 21:05, 10 Marzec 2010 Temat postu:

Kontynuując rzecz rozpoczętą:

Brand X



Wiecie kto to jest ten pan drugi od prawej z cudną brodą? To jeden z założycieli zespołu, perkusista. Phil Collins się nazywa. Generalnie Brand X to był zespół świetnych muzyków sesyjnych, którzy spotykali się po pracy żeby grać fusion. Collins swoją grą, ale też osobą nadał zespołowi rozpędu. Niestety zaraz po debiucie musiał z tego pociągu wyskoczyć. W sumie bez większych konsekwencji artystycznych, ale myślę że gdyby grał z nimi dłużej zdobyliby większy rozgłos. Muzycznie jest to taka, niezobowiązująca raczej mieszanka prog rocka, jazzu i funku, która najczęściej wpada jednym uchem a wypada drugim, ale pozostawia po sobie bardzo dobre wrażenie. Znam ich dokonania z dwóch pierwszych lat działalności - trzy albumy studyjne, jeden koncertowy i wpisanie się do kanonu fusion. Może takiego trochę spod lady, ale jednak. Każdy z tych albumów czterech jest wart polecenia, z tym jednak zastrzeżeniem że jest to adresowane raczej do fanów jazzującego prog rocka (jako rzecz bardziej jazzowa niż np. Yes) niż do słuchaczy jazzu.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kapitan Wołowe Serce dnia Śro 21:07, 10 Marzec 2010, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 21:21, 10 Marzec 2010 Temat postu:

The Tony Williams Lifetime



Lubicie Mahavishnu Orchestra? Jeśli tak to polecam prototyp tego bandu - Tony Williams Lifetime. Williams to legendarny perkusista jazzowy, długoletni współpracownik Milesa Davisa, człowiek który odkrył Johna McLaughlina. Debiut TWL, Emergency! (1969), to jest w zasadzie główny powód dla którego piszę ten post. Znakomita rzecz, swoisty pierwowzór MO, nagrany jako trio (Williams - McLaughlin - Young [swoją drogą też wspaniały pan, mistrz organów]), z wielkim powerem, bardzo na luzie, trochę fałszywie, ale to tak ma być. Po debiucie do grupy dołączył Jack Bruce (ex-Cream) wnosząc ze sobą bas i wokal. Ale to już nie było to. Drugim wcieleniem tego projektu jest The New Tony Williams Lifetime, w którym z pierwszego zespołu pozostał tylko lider. Dosłownie: muzyka jest totalnie inna, to takie funk fusion z drugiej połowy lat 70tych. na gitarze gra Allan Holdsworth. Album Believe It (1975) jest bardzo dobry, ale trzeba lubić takie granie żeby go docenić. Polecam fanom Brand X, Bruforda, średniego okresu (czyli z Pastoriusem) Weather Report. Awangardowcy nie znajdą na tym nic dla siebie. Im pozostaje Emergency!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kapitan Wołowe Serce dnia Śro 22:57, 10 Marzec 2010, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:04, 10 Marzec 2010 Temat postu:

Jean-Luc Ponty



W bawełnę nie będę owijać - nie jest to mój ulubieniec. Wyjątkowo wolno poznaję jego solowe dokonania. Bo to jest takie fusion dla ubogich. Rekomendacje facet ma świetne: współpraca z Zappą, gra w Mahavishnu Orchestra, opinia jednego z najlepszych skrzypków jazzowych świata. Tylko że te jego solowe płyty straszliwie cukierkowe są. Lubię czasem tego posłuchać, wysokiej jakości nie można im odmówić, ale nie jest to mój ideał dobrego jazzu. Najsławniejszym i najlepszym z tego co znam jego dokonaniem jest płyta Enigmatic Ocean (1977). Bardzo melodyjne granie, może być to trampolina do świata jazzu, oczywiście jeżeli ktoś lubi aż tak melodyjna muzykę.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kapitan Wołowe Serce dnia Śro 22:06, 10 Marzec 2010, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Niepokonany Herakles
Bad Motherfucker
Bad Motherfucker



Dołączył: 15 Gru 2009
Posty: 6134
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 54 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nowy Tomyśl
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:09, 10 Marzec 2010 Temat postu:

Pocieszni artyści.
Łiliams nawet niezły, ale wolę Cobhama. Seifert zajebisty. Brand X mi się odechciało, jak tylko przeczytałem że tam Fil był. To pewnie coś jak Dixie Dregs i milion innych fusionowych kapel grających tak samo? Żą Ly dobry, ale przy Seifercie wysiada na pierwszej stacji w Głobikowej. Oregon - ekhem - "fajny".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:14, 10 Marzec 2010 Temat postu:

Modrý Efekt / The Blue Effect



W Czechach (wtedy Czechosłowacji) oprócz piwa, normalnego footballu i ślicznych blondynek było także sporo dobrego prog rocka i fusion. Modrý Efekt to właściwie rock jazz, nie ma w tej muzyce więcej jazzu niż u King Crimson, Yes albo SBB. Radzę traktować to jako progres. Bardzo dobry, trzeba zaznaczyć. Album Modrý Efekt & Radim Hladík z 1975 gdyby został nagrany przez zespół anglosaski, najlepiej kilka lat wcześniej byłby dziś klasykiem. Znam też dwie kolejne ich płyty, bardzo dobre, ale jednak nie na aż tak wysokim poziomie. Polecam wszystkim fanom prog rocka, nawet tym, którzy nie są (i nie potrzebują być) specjalistami. Fajny progres z wyczuwalnym posmakiem fusion.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kapitan Wołowe Serce dnia Śro 22:59, 10 Marzec 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Niepokonany Herakles
Bad Motherfucker
Bad Motherfucker



Dołączył: 15 Gru 2009
Posty: 6134
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 54 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nowy Tomyśl
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:18, 10 Marzec 2010 Temat postu:

Dac rajt, naprawdę dobry ten album Radim Hladik. Polecam od serca, w paru momentach mnie nawet zachwycili bo akurat miałem jazdę na King Crimson.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kapitan Wołowe Serce
Administrator
Administrator



Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 8801
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Kraków
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:19, 10 Marzec 2010 Temat postu:

Jean Ivoire Gleaves napisał:
Brand X mi się odechciało, jak tylko przeczytałem że tam Fil był. To pewnie coś jak Dixie Dregs i milion innych fusionowych kapel grających tak samo?


No nie do końca. Bardzo zacna kapela to była. Na pewno lepsza niż Dixie Dregs (swoją drogą zupełnie dobry band), tylko że jakieś takie mało charakterystyczne to jest. Ale warto. A Collins to znakomity perkusista. On (ani nikt inny) tam nie śpiewał tylko grał. Sprawdź, arcydzieł się nie spodziewaj, ale to żadne podrzędne granie nie jest.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Niepokonany Herakles
Bad Motherfucker
Bad Motherfucker



Dołączył: 15 Gru 2009
Posty: 6134
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 54 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Nowy Tomyśl
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:24, 10 Marzec 2010 Temat postu:

Dobrze, jak mnie nawrót na fjużyn przyciśnie w penisa, to obadam.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Forum .:Rock 'n Metal:. Strona Główna -> Jazz, jazz-rock Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
Strona 1 z 4


Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB Š 2001, 2005 phpBB Group
Theme bLock created by JR9 for stylerbb.net
Regulamin